Perspektywa Justina
Nie potrafię znaleźć sobie miejsca
przez rozmowę, która odbyła się pół godziny temu. Mama Jan powiedziała mi, co
wpłynęło na adopcję Nicol. Faktycznie, długo zastanawiałem się, dlaczego w tym
wieku została zabrana z „naszego domu”. Przeważnie było to rzadkością, aby
nastoletnia osoba trafiała do rodziny zastępczej. Nie chciano takich, wszyscy
brali tylko te najmłodsze dzieci. Czasami czułem się, jakbyśmy byli zabawkami,
które można wziąć do siebie. Wiadomo, każdy wolałby tą nowszą, niż taką, która
była już używana. Podobnie bywa z nami. Ludzie zazwyczaj adoptują dzieci jak
najmłodsze, nie chcą już tych wyrośniętych.
Kobieta, którą od malucha
nazywałem matką, powiedziała mi, że dziewczyna zaczynała się powoli gubić.
Kiedy miała już wystarczająco dużo lat, postanowiono uświadomić ją, że jej rodzice
nie żyją. Mama Jan pewnego wieczoru zasiadła z nią, opowiadając historię, jaka
miała miejsce. „Nicol, twoja mama była silną kobietą, ale nie wytrzymała porodu,
dlatego zaraz po urodzeniu ciebie, zmarła. (…) Ojciec popadł w głęboką
depresję, niedługo po tym popełniając samobójstwo.” Słowa, które dotarły do
uszu nastolatki, bardzo nią wstrząsnęły.
Wiesz jak się teraz czuję?
Nie wiedziałem o tej rozmowie
nic, aż do dziś. Nie mogę pojąć tego, że nie zauważyłem w tej dziewczynie
żadnej zmiany. Mama Jan powiedziała, że Nicol pogubiła się, gdy poznała prawdę.
Nigdy wcześniej nikt nie wspominał o jej rodzicach, zresztą o moich też niewiele
wiem. Dlaczego więc byłem tak ślepy, nie widząc, że coś z nią jest nie tak? To
perfekcjonistka w ukrywaniu przede mną swoich uczuć. Niemożliwe, że nie
zauważyłbym, gdyby było jakoś inaczej. Przecież nie było. Ogromnie się na sobie
zawiodłem. Na szczęście, mama Jan pozwoliła mi napisać do niej list, który ona
wyśle pocztą. Uznałem, że to dobry pomysł, więc wziąłem się do pisania.
"Witaj
Nicol,
Piszę
do Ciebie z nadzieją, że dostanę odpowiedź na mój list. Adres znasz, więc nie
będzie kłopotu, aby mi go dostarczyć. Jestem tu, gdzie byłem. A Ty gdzie jesteś?
Długo
dziś rozmawiałem z mamą Jan. W końcu poznałem powód Twojej wyprowadzki. Nadal
nie wierzę, że byłem tak ślepy, nie zauważając, że coś jest nie tak, jak być
powinno. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz, jednak nie odzywam się tylko
z tego powodu. Strasznie się stęskniłem i chciałbym przywrócić Tobie kilka
małych wspomnień, tych najbardziej wartościowych i tych, które nie mają żadnego
znaczenia, a jednak zachowały się w mojej pamięci. Może zacznę od przypomnienia
Ci, jak tutaj wygląda. Dawno Cię nie było i troszkę się zmieniło. Mama Jan, ah
tę kochaliśmy! Za to mamę Keny… Pamiętasz może, jak bardzo nas przerażała?
Nadal taka jest, nic się nie zmieniła. Ani odrobinę. Teraz Lucasowi zabiera
samochody, znalazła sobie kolejnego kozła ofiarnego. Nie wiem, kto dał jej
tutaj pracę. Nikt jej nie lubi. Ostatni pokój, który kiedyś był bez lokatorów,
dzisiaj ma aż czterech. Wiesz jak dużo się tutaj zmieniło? Nie jestem w stanie
tego opisać, to miał być krótki list, a czuję, że nie skończę zbyt szybko.
Musisz sama nas odwiedzić, wszyscy czekamy na ten dzień, aż uda ci się do nas
przybyć z wizytą. Pamiętasz, jak kiedyś godzinami zastanawialiśmy się, dlaczego
najmłodsze dzieci przebywają tutaj tak krótko? Znaleźliśmy odpowiedź, po długim
czasie, ale zawsze coś. Nieważne. Przypomnij sobie lepiej to, gdy malowałem Ci
paznokcie, brudząc tym samym dywan na fioletowo. To był nasz ulubiony kolor.
Pomyśl też o tym, kiedy obcinaliśmy palce od rękawiczek, chcąc być na topie! Malutka,
a pamiętasz może, gdy przychodziłaś do mnie w nocy?
~
Do naszego pokoju weszła mama Kany,
próbując spokojnie do nas mówić, abyśmy poszli spać, bo jest już po 23.00, a o
tej godzinie jest u nas cisza nocna. Niestety, nie wyszło jej to, bo po tym,
jak normalnie wypowiedziała pierwsze słowo, drugie już wykrzyczała. Po co ona
tu pracuje, skoro nie potrafi dobrze i spokojnie obchodzić się z dziećmi? Nie
panuje nad emocjami, zdecydowanie.
Przytakując, cała nasza czwórka
usadowiła się na swoich łóżkach, które nawet nie skrzypiały. Położyłem się już przebrany w niebieską
piżamę, która w dotyku była miękka, a na brzuchu miałem czerwony samochód.
Czułem się dość zmęczony, dlatego złapałem skrawek materiału kołdry i wtuliłem
się w niego zamykając oczy. Starałem się zasnąć, lecz nie mogłem, a po
piętnastu minutach ciszy, usłyszałem szybkie dreptanie. To zdawało się
przychodzić coraz bliżej mnie, dlatego otworzyłem powieki nawet nie drgając.
Poczułem jak strona łóżka za moimi plecami zaczyna się zapadać, chyba ktoś na
nie siadał. Nagle usłyszałem znajomy głos. Tak, to była ta śliczna
jedenastolatka.
-Justin –powiedziała najciszej,
jak mogła, nie chcąc obudzić reszty.
-Co? –zapytałem zaspanym głosem
odwracając się w stronę o rok młodszej ode mnie koleżanki.
-Bo ja nie mogę spać, a dziś
dyżuruje mama Kany. Nie pójdę do niej, bo się boję. Mogę położyć się obok?
–czułem jej błagalny wzrok na sobie, miała takie ogromne i ciemne oczy,
zupełnie jak moje.
-Jasne, kładź się, tylko uważaj,
bo obok twojej nogi leży mój samochód. –cicho się zaśmiałem zwracając jej
słuszną uwagę. W przeciwnym razie mogłaby na niego stanąć i tym samym popsuć.
Widziałem jak jej oczy
momentalnie powędrowały w dół, a już po chwili zaśmiała się. Przytaknęła
odchylając kołdrę i wślizgując pod nią swoje zimne nogi, które zaraz oplotła
między moje. Taki miała zwyczaj już od dziecka. Kiedy z kimś spała, musiała
opleść nogi wokół nóg osoby, która leżała obok. Nie wiem skąd brał się ten nawyk,
ale już mając dwanaście lat, podobał mi się. Dziewczynka wtuliła się w swoją
lalkę, którą przyniosła ze sobą. Czułem jak jej ręka wbija się w moje plecy,
dlatego zmieniłem pozycję.
~
Tak Nicole,
pamiętasz to. Już wtedy wiedziałem, że jesteś dla mnie bardzo ważna, jako
dwunastolatek, czułem też, że w przyszłości będziesz jeszcze bardziej. Dawno
się nie widzieliśmy. Ja mam za miesiąc 18 lat, a ty skończyłaś już swoje 17
urodziny. Chciałbym Cię zobaczyć. To jak wyglądasz i czy się zmieniłaś. Jak
myślisz, rozpoznałbym Cię? Opowiedz mi, jak jest u Ciebie? Co z Twoją nową
rodziną i czy dobrze się dogadujecie? Mam nadzieję, że ucieszysz się z tej
formy komunikacji. Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.
Kocham
Cię mocno,
Justin"
Włożyłem mój list w kopertę, oblizując
jednym ruchem brzegi i zaklejając ją najlepiej, jak potrafię. Przez chwilę
przyglądałem się moim wypocinom, które miały trafić do bardzo ważnej dla mnie
osoby. Im dłużej się zastanawiałem, tym mniej chciałem ten list jej przekazać.
Nie wiedziałem nawet, czy chce mieć ze mną jeszcze jakikolwiek kontakt. Co
jeśli nie? Nieważne.
Wziąłem głęboki oddech podnosząc
się z mało wygodnego już krzesła i ruszyłem w stronę pokoju mamy Jan, której
wręczyłem kopertę.
-Czy to twój list do Nicol?
Jesteś pewien, że chcesz jej wysłać to, co napisałeś? –dojrzała kobieta
zaczynała mieszać w mojej głowie. Zadawała tyle niepotrzebnych pytań. Chciałem
i już.
-Tak, jestem pewien. Jak
najszybciej. –z lekkim niesmakiem przytaknąłem na swoje słowa, jeszcze chwilę
rozsiewając wszystkie wątpliwości. –Proszę. –dodałem, kiedy uznałem, że
powinienem być nieco milszy.
-Dobrze, Justin. Zaraz wypiszę
dane i od razu zaniosę go na pocztę. Czy taki układ ci pasuje?
-Zdecydowanie. –odparłem, a na
samą myśl, że list już dziś mógłby być dostarczony, naniosłem uśmiech na moją
twarz.
Pośpiesznie opuściłem
pomieszczenie zostawiając kobietę samą ze sobą i podążyłem w stronę swojego
pokoju. Nie zastałem w nim nikogo, co dziwne. Dzieliłem go jeszcze z jednym
chłopakiem i dwójką dziewczyn, którzy praktycznie cały wolny czas spędzali
tutaj. Cieszyłem się, że mogłem pobyć chwilę sam. Mam czas na to, aby ogarnąć
moje myśli.
-Niedługo Nicol się ze mną
skontaktuje. Wspaniale.
~.~.~
Oto drugi rozdział, nieco go zmieniłam, ale myślę, że wyszedł całkiem dobrze. To dopiero początek, więc jeszcze nie pokazałam na co mnie stać. Wiem, że potrafię więcej, ale nie chcę już wszystkiego wygadać co do treści kolejnych. Dziękuję za każde wyświetlenie oraz komentarz. To dla mnie spora motywacja i mam nadzieję, że Wasza ilość będzie rosła. Proszę Was, żebyście powysyłali gdzieniegdzie link do tego bloga, jeżeli Wam się podoba.
Zapraszam tutaj: battle-of-the-dance.blogspot.com
Ściskam
PS Zaktualizowałam zakładkę "informacje", warto zajrzeć do niej po każdym dodanym rozdziale:)
Oto drugi rozdział, nieco go zmieniłam, ale myślę, że wyszedł całkiem dobrze. To dopiero początek, więc jeszcze nie pokazałam na co mnie stać. Wiem, że potrafię więcej, ale nie chcę już wszystkiego wygadać co do treści kolejnych. Dziękuję za każde wyświetlenie oraz komentarz. To dla mnie spora motywacja i mam nadzieję, że Wasza ilość będzie rosła. Proszę Was, żebyście powysyłali gdzieniegdzie link do tego bloga, jeżeli Wam się podoba.
Zapraszam tutaj: battle-of-the-dance.blogspot.com
Ściskam
PS Zaktualizowałam zakładkę "informacje", warto zajrzeć do niej po każdym dodanym rozdziale:)