czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 2

Perspektywa Justina
Nie potrafię znaleźć sobie miejsca przez rozmowę, która odbyła się pół godziny temu. Mama Jan powiedziała mi, co wpłynęło na adopcję Nicol. Faktycznie, długo zastanawiałem się, dlaczego w tym wieku została zabrana z „naszego domu”. Przeważnie było to rzadkością, aby nastoletnia osoba trafiała do rodziny zastępczej. Nie chciano takich, wszyscy brali tylko te najmłodsze dzieci. Czasami czułem się, jakbyśmy byli zabawkami, które można wziąć do siebie. Wiadomo, każdy wolałby tą nowszą, niż taką, która była już używana. Podobnie bywa z nami. Ludzie zazwyczaj adoptują dzieci jak najmłodsze, nie chcą już tych wyrośniętych.
Kobieta, którą od malucha nazywałem matką, powiedziała mi, że dziewczyna zaczynała się powoli gubić. Kiedy miała już wystarczająco dużo lat, postanowiono uświadomić ją, że jej rodzice nie żyją. Mama Jan pewnego wieczoru zasiadła z nią, opowiadając historię, jaka miała miejsce. „Nicol, twoja mama była silną kobietą, ale nie wytrzymała porodu, dlatego zaraz po urodzeniu ciebie, zmarła. (…) Ojciec popadł w głęboką depresję, niedługo po tym popełniając samobójstwo.” Słowa, które dotarły do uszu nastolatki, bardzo nią wstrząsnęły.
Nicol, nie powinnaś się martwić. Nie miałaś prawa im wierzyć. To brednie.

Wiesz jak się teraz czuję?
Nie wiedziałem o tej rozmowie nic, aż do dziś. Nie mogę pojąć tego, że nie zauważyłem w tej dziewczynie żadnej zmiany. Mama Jan powiedziała, że Nicol pogubiła się, gdy poznała prawdę. Nigdy wcześniej nikt nie wspominał o jej rodzicach, zresztą o moich też niewiele wiem. Dlaczego więc byłem tak ślepy, nie widząc, że coś z nią jest nie tak? To perfekcjonistka w ukrywaniu przede mną swoich uczuć. Niemożliwe, że nie zauważyłbym, gdyby było jakoś inaczej. Przecież nie było. Ogromnie się na sobie zawiodłem. Na szczęście, mama Jan pozwoliła mi napisać do niej list, który ona wyśle pocztą. Uznałem, że to dobry pomysł, więc wziąłem się do pisania.

"Witaj Nicol,
Piszę do Ciebie z nadzieją, że dostanę odpowiedź na mój list. Adres znasz, więc nie będzie kłopotu, aby mi go dostarczyć. Jestem tu, gdzie byłem. A Ty gdzie jesteś?
Długo dziś rozmawiałem z mamą Jan. W końcu poznałem powód Twojej wyprowadzki. Nadal nie wierzę, że byłem tak ślepy, nie zauważając, że coś jest nie tak, jak być powinno. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz, jednak nie odzywam się tylko z tego powodu. Strasznie się stęskniłem i chciałbym przywrócić Tobie kilka małych wspomnień, tych najbardziej wartościowych i tych, które nie mają żadnego znaczenia, a jednak zachowały się w mojej pamięci. Może zacznę od przypomnienia Ci, jak tutaj wygląda. Dawno Cię nie było i troszkę się zmieniło. Mama Jan, ah tę kochaliśmy! Za to mamę Keny… Pamiętasz może, jak bardzo nas przerażała? Nadal taka jest, nic się nie zmieniła. Ani odrobinę. Teraz Lucasowi zabiera samochody, znalazła sobie kolejnego kozła ofiarnego. Nie wiem, kto dał jej tutaj pracę. Nikt jej nie lubi. Ostatni pokój, który kiedyś był bez lokatorów, dzisiaj ma aż czterech. Wiesz jak dużo się tutaj zmieniło? Nie jestem w stanie tego opisać, to miał być krótki list, a czuję, że nie skończę zbyt szybko. Musisz sama nas odwiedzić, wszyscy czekamy na ten dzień, aż uda ci się do nas przybyć z wizytą. Pamiętasz, jak kiedyś godzinami zastanawialiśmy się, dlaczego najmłodsze dzieci przebywają tutaj tak krótko? Znaleźliśmy odpowiedź, po długim czasie, ale zawsze coś. Nieważne. Przypomnij sobie lepiej to, gdy malowałem Ci paznokcie, brudząc tym samym dywan na fioletowo. To był nasz ulubiony kolor. Pomyśl też o tym, kiedy obcinaliśmy palce od rękawiczek, chcąc być na topie! Malutka, a pamiętasz może, gdy przychodziłaś do mnie w nocy?

~
Do naszego pokoju weszła mama Kany, próbując spokojnie do nas mówić, abyśmy poszli spać, bo jest już po 23.00, a o tej godzinie jest u nas cisza nocna. Niestety, nie wyszło jej to, bo po tym, jak normalnie wypowiedziała pierwsze słowo, drugie już wykrzyczała. Po co ona tu pracuje, skoro nie potrafi dobrze i spokojnie obchodzić się z dziećmi? Nie panuje nad emocjami, zdecydowanie.
Przytakując, cała nasza czwórka usadowiła się na swoich łóżkach, które nawet nie skrzypiały.  Położyłem się już przebrany w niebieską piżamę, która w dotyku była miękka, a na brzuchu miałem czerwony samochód. Czułem się dość zmęczony, dlatego złapałem skrawek materiału kołdry i wtuliłem się w niego zamykając oczy. Starałem się zasnąć, lecz nie mogłem, a po piętnastu minutach ciszy, usłyszałem szybkie dreptanie. To zdawało się przychodzić coraz bliżej mnie, dlatego otworzyłem powieki nawet nie drgając. Poczułem jak strona łóżka za moimi plecami zaczyna się zapadać, chyba ktoś na nie siadał. Nagle usłyszałem znajomy głos. Tak, to była ta śliczna jedenastolatka.
-Justin –powiedziała najciszej, jak mogła, nie chcąc obudzić reszty.
-Co? –zapytałem zaspanym głosem odwracając się w stronę o rok młodszej ode mnie koleżanki.
-Bo ja nie mogę spać, a dziś dyżuruje mama Kany. Nie pójdę do niej, bo się boję. Mogę położyć się obok? –czułem jej błagalny wzrok na sobie, miała takie ogromne i ciemne oczy, zupełnie jak moje.
-Jasne, kładź się, tylko uważaj, bo obok twojej nogi leży mój samochód. –cicho się zaśmiałem zwracając jej słuszną uwagę. W przeciwnym razie mogłaby na niego stanąć i tym samym popsuć.
Widziałem jak jej oczy momentalnie powędrowały w dół, a już po chwili zaśmiała się. Przytaknęła odchylając kołdrę i wślizgując pod nią swoje zimne nogi, które zaraz oplotła między moje. Taki miała zwyczaj już od dziecka. Kiedy z kimś spała, musiała opleść nogi wokół nóg osoby, która leżała obok. Nie wiem skąd brał się ten nawyk, ale już mając dwanaście lat, podobał mi się. Dziewczynka wtuliła się w swoją lalkę, którą przyniosła ze sobą. Czułem jak jej ręka wbija się w moje plecy, dlatego zmieniłem pozycję.
~
Tak Nicole, pamiętasz to. Już wtedy wiedziałem, że jesteś dla mnie bardzo ważna, jako dwunastolatek, czułem też, że w przyszłości będziesz jeszcze bardziej. Dawno się nie widzieliśmy. Ja mam za miesiąc 18 lat, a ty skończyłaś już swoje 17 urodziny. Chciałbym Cię zobaczyć. To jak wyglądasz i czy się zmieniłaś. Jak myślisz, rozpoznałbym Cię? Opowiedz mi, jak jest u Ciebie? Co z Twoją nową rodziną i czy dobrze się dogadujecie? Mam nadzieję, że ucieszysz się z tej formy komunikacji. Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.
Kocham Cię mocno,
Justin"

Włożyłem mój list w kopertę, oblizując jednym ruchem brzegi i zaklejając ją najlepiej, jak potrafię. Przez chwilę przyglądałem się moim wypocinom, które miały trafić do bardzo ważnej dla mnie osoby. Im dłużej się zastanawiałem, tym mniej chciałem ten list jej przekazać. Nie wiedziałem nawet, czy chce mieć ze mną jeszcze jakikolwiek kontakt. Co jeśli nie? Nieważne.
Wziąłem głęboki oddech podnosząc się z mało wygodnego już krzesła i ruszyłem w stronę pokoju mamy Jan, której wręczyłem kopertę.
-Czy to twój list do Nicol? Jesteś pewien, że chcesz jej wysłać to, co napisałeś? –dojrzała kobieta zaczynała mieszać w mojej głowie. Zadawała tyle niepotrzebnych pytań. Chciałem i już.
-Tak, jestem pewien. Jak najszybciej. –z lekkim niesmakiem przytaknąłem na swoje słowa, jeszcze chwilę rozsiewając wszystkie wątpliwości. –Proszę. –dodałem, kiedy uznałem, że powinienem być nieco milszy.
-Dobrze, Justin. Zaraz wypiszę dane i od razu zaniosę go na pocztę. Czy taki układ ci pasuje?
-Zdecydowanie. –odparłem, a na samą myśl, że list już dziś mógłby być dostarczony, naniosłem uśmiech na moją twarz.
Pośpiesznie opuściłem pomieszczenie zostawiając kobietę samą ze sobą i podążyłem w stronę swojego pokoju. Nie zastałem w nim nikogo, co dziwne. Dzieliłem go jeszcze z jednym chłopakiem i dwójką dziewczyn, którzy praktycznie cały wolny czas spędzali tutaj. Cieszyłem się, że mogłem pobyć chwilę sam. Mam czas na to, aby ogarnąć moje myśli.
-Niedługo Nicol się ze mną skontaktuje. Wspaniale.

~.~.~
Oto drugi rozdział, nieco go zmieniłam, ale myślę, że wyszedł całkiem dobrze. To dopiero początek, więc jeszcze nie pokazałam na co mnie stać.  Wiem, że potrafię więcej, ale nie chcę już wszystkiego wygadać co do treści kolejnych. Dziękuję za każde wyświetlenie oraz komentarz. To dla mnie spora motywacja i mam nadzieję, że Wasza ilość będzie rosła. Proszę Was, żebyście powysyłali gdzieniegdzie link do tego bloga, jeżeli Wam się podoba. 
Zapraszam tutaj: battle-of-the-dance.blogspot.com
Ściskam

PS Zaktualizowałam zakładkę "informacje", warto zajrzeć do niej po każdym dodanym rozdziale:)

9 komentarzy:

  1. jeju, nie moge doczekac sie kolejnych rozdzialow
    swietnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  2. pisz szybko kolejny :) bo ten szczerze nie porywa xD dlatego czekam na nastepny i na to az akcja sie rozkreci :) xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny :) Czekam na nn mam nadzieję że pojaw się jak najszybciej <3 / @monikapxo

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział raczej dobry.Czekam na zwrot akcji.Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  5. W opowiadaniu wciąż niewiele się dzieje, ale mam nadzieję, że z czasem się to zmieni. Jestem ciekawa czy Justin dostanie odpowiedz na swój list, a jeśli tak, to co będzie zawarte w tej odpowiedzi :) Już nie mogę się doczekac kolejnego rozdziału :) Pozdrawiam i życzę dużo weny + zapraszam do siebie: escape-from-love.blogspot.com / @belieber_katy06

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest dobrze ,ale chyba mogłoby być lepiej. Początki zawsze są trudne ,ale jak na razie nie porywa. Napewno tu wrócę ,bo bardzo jestem ciekawa co będzie dalej ,aczkolwiek bez rewelacji. Powodzenia ,dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz talent do pisania. Przyjemnie sie czyta i nie moge doczekac sie nastepnych rozdzialów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niewiele się dzieje i mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Lecz mimo to strasznie mnie zaintrygowalas i na pewno będę regularnie tu zaglądać. Och no i już kocham Twój styl pisania. Życze powodzenia i weny przede wszystkim, kochana.
    @Faith69Hope

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialne. Justin i Nicole są przeuroczy. Z jednej strony chciałabym aby połączyła ich jakaś miłość, lecz z drugiej strony, nie chciałabym zniszczyć tej bratersko siostrzanej przyjaźni. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Muszę się dowiedzieć, co się stanie, haha.
    >>><<<
    Zapraszam również do siebie: http://middle-of-nowhere-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń