piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 1

Ta dzielnica jest okropna, najgorsza w tym mieście. Całe to środowisko, tak naprawdę nie ma sobie nic do zarzucenia, gdyby nie to, jacy ludzie tutaj zamieszkują. Potocznie mówiąc, każdy z nas nazwałby to miejsce meliną. Nie dziwmy się, tak tutaj wygląda. Brudna strona miejscowości, smród, a po drodze walają się butelki, w których niegdyś znajdował się alkohol, teraz jednak nie ma w nich ani kropli tego płynu. Każdy zamieszkujący tu człowiek opróżnił swój nabytek do zera. Biedna ulica.
W ciemnym, obskurnie obdrapanym pomieszczeniu, na skraju łóżka siedziała ciężarna kobieta trzymająca w dłoni puszkę z piwem. Naprzeciw niej znajdował się przystojny, jednak mało zadbany chłopak, który chyba być partnerem dziewczyny. Oboje zdawali się być bardzo młodzi, lecz sam zapach, wygląd i atmosfera mówiły, że to nie jest dobra pora, ani miejsce na kolejnego członka załogi, jakim miał być mały chłopiec. Mimo, że siedzieli tu we dwójkę, nie było ani głośno, ani nadzwyczaj cicho. Po prawej stronie, tuż przy oknie znajdował się telewizor, wiadomo jak na tamte czasy i taką rodzinę, było to zwykłe pudło, które w XXI wieku jest już na złomowisku. Dodawał on jednak charakteru pomieszczenia, sprawiał nawet, że nie było tu tak cicho. Co rusz para słuchała wiadomości nabijając się z naiwności ludzi. Tym razem też tak było. Zwykły, ponury, szary dzień, bez krzty jakiegokolwiek opamiętania ze strony płci pięknej. Kobieta nosiła pod sercem dziecko, które wkrótce miało przyjść na świat. Jak można wywnioskować z jej zachowania – wcale nie cieszyła się na to zdarzenie, wręcz przeciwnie, miała zamiar do niego nie dopuścić. Mimo młodego wieku była uzależniona od alkoholu, papierosów i różnorodnych używek, tak samo zresztą jak jej towarzysz. Ludzie mieszkający na tej samej dzielnicy zastanawiali się, czy dziecko w ogóle dożyje dnia, w którym będzie mogło opuścić już ten śmietnik, w którym żyje. Wbrew pozorom ciąża przebiegała bez jakichkolwiek komplikacji, a wydawałoby się, że dziewczyna wykańczała osobę w niej żyjącą.
Kobieta odpaliła papierosa kilka razy zaciągając się nim, lecz kiedy była już w połowie, zgasiła go i wstała łapiąc się za plecy i wyginając w łuk.
-Jeremy! –zaczęła ciężko dyszeć upita kobieta. –To chyba już czas. Szybko dzwoń po taksówkę, jeżeli nie chcesz, abym urodziła tu i teraz na twoich kolanach! –w pomieszczeniu rozległ się kolejny krzyk zdesperowanej, przyszłej młodej matki, której oczy zapadały się, a ciało traciło jakąkolwiek równowagę. Kretynka.
-Mówiłem ci, że z tym czymś będą same problemy, wspominałem też o usunięciu, ale nie, bo blabla –jednym ruchem ręki chłopak złapał za telefon zamawiając pojazd.
Kończąc rozmowę spojrzał się na cierpiącą z bólu dziewczynę i uśmiechnął się kpiąco.
-To miał być nasz dzień, wszystko przebiegało dobrze. Wypiłem tylko dwa piwa, a już musze kończyć, bo ty kurwa nie potrafisz wyjebać tego gówna z siebie i zacząć żyć jak dawniej. Poza tym, zobacz jak ty wyglądasz. Grube świńsko! Okropne masz te uda, już nie wspominając jak brzuch ci odstaje. Byłaś taka piękna, a ten bachor cię tylko oszpecił –krzyczał bez opamiętania. Chyba naprawdę się zdenerwował tym, że nie mógł więcej wypić. Dziewczyna zaczęła szlochać. Mimo tego jak bardzo alkohol wpływał na jej myślenie, bolały ją usłyszane słowa. Była nierozsądna doprowadzając do tego, co niedługo miało się stać.
Wszystko przebiegało bez komplikacji, gdyż pijana para nawet nie pomyślała o tym, aby spakować jakąkolwiek potrzebną rzecz, którą mogliby ze sobą wziąć. Oboje chcieli to już zakończyć, tą całą szopkę i ograniczanie alkoholu. Ich główną myślą było, aby zostawić noworodka w placówce i już więcej tam nie wracać.
Dziewczyna chwiejnym krokiem wsiadła do auta, które wcześniej zostało zamówione przez chłopaka i czym prędzej udali się na porodówkę. Będąc na miejscu, od razu rozpętała się awantura. Lekarze widząc pijane osoby, starali się je wyprosić, lecz bez skutku. Kobieta, mimo promili musiała zostać zabrana na salę, by urodzić. Gdy było już po wszystkim, młoda mama w 50% wytrzeźwiała widząc malucha, którego niosła pielęgniarka. Chcąc dać dziecko prawnej opiekunce, ta skrzywiła się, mówiąc, że idzie do toalety. Nienawidziła tego dziecka, nie uznawała go za swoje, bynajmniej w tym momencie. Nawet nie chciała „tego czegoś” widzieć na oczy. Wiedziała jaka jest, wiedziała, że gdy poświęci mu trochę uwagi-przywiąże się do niego. Uważała, że to nie jej syn, tylko obcy człowiek, z którym nie ma się nic do czynienia. Ona tylko go urodziła, nie należał do niej. Gdyby mogła, wyrzuciłaby go na śmietnik. Suka bez serca.
Dziewczyna jak wyszła, tak nie wróciła. Słuch o niej zaginął, jedynie lekarze zamartwiali się, co zrobić z noworodkiem, który został nazwany Justin. Jedynym słusznym wyjściem było oddanie go do domu dziecka. Tam będzie bezpieczny.
~
Po drugiej stronie miasta mieszkała zamożna rodzina. Małżeństwo z ósemką dzieci posiadało ogromny dom z tak samo dużym ogrodem. Czy to w ogóle jest możliwe, aby wychować tak liczną gromadkę? Jeżeli odpowiedzią na to pytanie jest „tak”, to musi być to bardzo trudne. Rodzice tylu maluchów podjęli się wcale niełatwego zadania, sądząc chociażby po tym, co właśnie miało się wydarzyć. Na pozór rodzina bogaczy ma wszystkiego pod dostatkiem, jednak nic nie zastąpi szczerej miłości, szacunku i nadziei na wspólną, udaną przyszłość. Pani Reynolds przechodziła piąty miesiąc ciąży. Z dzieckiem wszystko było dobrze, ponieważ kobieta dbała o nie i regularnie odwiedzała specjalistę, aby upewnić się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Związek Reynoldsów to trudny temat. Oboje kiedyś byli w sobie na zabój zakochani. Dziś? Łączą ich tylko interesy, dzieci i to, na co wspólnie ciężko zapracowali. Nie chcieli się rozwodzić. Wiedzieli, że byłoby to wielką klęską dla ich firmy, która w szybkim tempie się rozwijała. Plotki szybko się rozchodzą, a oni grali kochającą się parę. Czy ludzie w to wierzyli? - Tak, poza nielicznymi osobami, które wchodziły w intymne stosunki, z którymś z małżonków. Żyli pod jednym dachem cicho jeszcze się w sobie kochając. Pan Reynolds miał kochankę, która pod nieobecność żony była częstym gościem na ich terenie. Pani zaś miała cichego wielbiciela, z którym szybko się zapoznała i ich życie wyglądało mniej więcej tak: seks, praca, seks, praca. Większość wieczorów spędzała w jego towarzystwie, czasem mając z nim bliższe stosunki niż myślisz. Każde z małżonków prowadziło podwójne życie. Dzieci ich jednak były naiwne sądząc, że mają normalną rodzinę, jak na ten wiek przystało. Kiedy kobieta zaszła w dziewiątą już ciążę, mężczyzna dał się ponieść emocjom. Miał dość ciągłego przywiązania do tego miejsca, chciał rzucić to w cholerę i nawet gdyby musiał zostawić jej cały swój majątek –zrobiłby to dla świętego spokoju. Ciągła presja, pod którą żył, udawanie szczęśliwej rodzinki. Małżonek wiedział, że dziecko nie jest jego. Oczywiście świadom był tego, że żona ma kogoś, przecież sam miał. Nigdy jednak nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłaby spać z kimś innym niż on. Chyba go to bolało, bo postanowił, że nie będzie przebywał z tym dzieckiem pod jednym dachem. Od tego czasu wspólne życie Reynoldsów było przekreślone, żyli w ciągłym stresie, presji, obawie tak naprawdę niewiadomo czemu. Kobieta była zbyt słaba psychicznie, aby to wytrzymać. Tego było za wiele. Dziewiątka dzieci do wykarmienia plus mąż, który chce się jej wyrzec. Nikt mu się chyba nie dziwi, mało kto wytrzymałby takie życie. Pani Reynolds postanowiła usunąć ciążę, było to jedyne wyjście, aby zatrzymać męża w domu, obok. Prawdopodobnie zrozumiała, że znaczył dla niej więcej, niż mogłaby sobie przez ten czas wyobrazić. Mężczyzna nie zgodził się na taki przebieg sytuacji. Kazał jej urodzić, a kiedy nadszedł już ten czas, zrobiła tak, jak ją prosił –urodziła. Bała się bardzo konsekwencji, tego, że ją opuści, dlatego nie czekała i po kilku dniach odniosła dziecko do potocznie zwanego bidula nie pozostawiając po sobie śladu.

Jest to początek nowej historii.


~.~.~
I oto pierwszy rozdział, ja osobiście nie mogłam się doczekać, kiedy go dodam. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. To dopiero początek i historia nie zdążyła się jeszcze dobrze zacząć.
Nie przedłużając -liczę na to, że każdy z Was zostawi po sobie ślad w komentarzu. Jest to dla mnie ogromna motywacja.
Proszę jeszcze o to, abyście wysyłali link do tego bloga, to dużo znaczy. Ściskam.
*Taka długość jest wystarczająco dobra?

EDIT. Chciałabym Was jeszcze zachęcić do odwiedzenia bloga mojej koleżanki, na którym również znajduje się fanfiction z Justinem. Gwarantuję, że sam prolog jest wciągający. Historia zupełnie różni się od tej, dlatego warto przeczytać coś innego.
battle-of-the-dance.blogspot.com

15 komentarzy:

  1. Pierwszy rozdział jest bardzo interesujący . Są nieliczne błędy ale zważając na to że dopiero zaczynasz jest dobrze :). Taka długość rozdziału jest dobra / @monikapxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Czytałam go kilka razy i nic nie zauważyłam. Ale dziękuję za informację, postaram się dokładniej sprawdzać treść:)

      Usuń
  2. Jak dla mnie troszeczke nudny .Ale to dopiero pierwszy rozdział .Czekam na następny .:P Świetna fabuła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic się nie dzieje, trochę zawiało nudą, ale co się dziwić przecież to pierwszy rozdział, akcja musi się rozkręcić. Dobrze że napisałaś taki pierwszy rozdział, poznałam ich historie, wiem jak to się zaczęło. Fajnie napisane. Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie sie zaczyna, nie moge sie doczekac nastepnych. dlugosc rozdzialu jest dobra moim zdaniem

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardziej wciągającego, ale to dopiero pierwszy rozdział więc rozumiem. Nie bardzo rozumiem to, że skoro rodzice tej dziewczyny tak się nienawidzili mieli aż tak dużo dzieci...no ale nieważne, może to gra pozorów. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Pozdrawiam i zyczę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tak, że oni się nienawidzili. Kochali się, ale z biegiem czasu tracili zainteresowanie sobą, znaleźli sobie nowych partnerów. Może faktycznie źle to napisałam,cóż.

      Usuń
  6. Hmm zapowiada się cholernie dobre opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe. Na pewno jeszcze tu zajrzę.
    co do długości, to jest w sam raz.
    Wiem ja to jest jak nie wie się czy wpis jest dobrej trudności, so...
    Ale weny życzę, bo ciekawie się zapowiada.

    Zapraszam do mnie, właśnie urządziłam sobie wielki powrót.
    http://angels-make-us-special.blogspot.com/

    Pozdrawiam cieplutko gwiazdeczko
    ~Morświn ☆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam za błąd....
      *Dobrej długości :D

      Pozdrawiam cieplutko gwiazdeczko
      ~Morświn ☆

      Usuń
  8. wystarczył tylko 1 rozdział abym mogła nazwać to moim ulubionym ff <3
    dla mnie dobra długość, ale nie obraziłabym się jeśli byś więcej pisała w jednym rozdziale :D
    czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest genialny! Pomysł na twoje opowiadanie bardzo mi się podoba, już po prologu byłam ciekawa, ale teraz to już nawet chyba nie muszę mówić. Bardzo mi się podoba, naprawdę! Czekam na nn! x

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejciu, wciągnęło mnie, mimo że to pierwszy rozdział jest inny niż we wszystkich ff, orginalne,
    Gratuluje pomysłowości
    Życzę weny
    @so_movexx
    :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten rozdział jest niesamowity. Nie było momentu, kiedy chciałam przerwać czytanie, tylko co jakiś czas sprawdzałam ile mi jeszcze zostało, gdyż nie chciałam tego kończyć. Długość rozdziału- perfekcyjna.
    >>><<<
    Zapraszam również do siebie: http://middle-of-nowhere-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. cudowny jest, naprawde

    OdpowiedzUsuń