Ta dzielnica jest okropna, najgorsza w tym mieście. Całe to
środowisko, tak naprawdę nie ma sobie nic do zarzucenia, gdyby nie to, jacy
ludzie tutaj zamieszkują. Potocznie mówiąc, każdy z nas nazwałby to miejsce
meliną. Nie dziwmy się, tak tutaj wygląda. Brudna strona miejscowości, smród, a
po drodze walają się butelki, w których niegdyś znajdował się alkohol, teraz
jednak nie ma w nich ani kropli tego płynu. Każdy zamieszkujący tu człowiek
opróżnił swój nabytek do zera. Biedna ulica.
W ciemnym, obskurnie obdrapanym pomieszczeniu, na skraju
łóżka siedziała ciężarna kobieta trzymająca w dłoni puszkę z piwem. Naprzeciw
niej znajdował się przystojny, jednak mało zadbany chłopak, który chyba być
partnerem dziewczyny. Oboje zdawali się być bardzo młodzi, lecz sam zapach,
wygląd i atmosfera mówiły, że to nie jest dobra pora, ani miejsce na kolejnego
członka załogi, jakim miał być mały chłopiec. Mimo, że siedzieli tu we dwójkę,
nie było ani głośno, ani nadzwyczaj cicho. Po prawej stronie, tuż przy oknie
znajdował się telewizor, wiadomo jak na tamte czasy i taką rodzinę, było to zwykłe
pudło, które w XXI wieku jest już na złomowisku. Dodawał on jednak charakteru
pomieszczenia, sprawiał nawet, że nie było tu tak cicho. Co rusz para słuchała
wiadomości nabijając się z naiwności ludzi. Tym razem też tak było. Zwykły,
ponury, szary dzień, bez krzty jakiegokolwiek opamiętania ze strony płci
pięknej. Kobieta nosiła pod sercem dziecko, które wkrótce miało przyjść na
świat. Jak można wywnioskować z jej zachowania – wcale nie cieszyła się na to
zdarzenie, wręcz przeciwnie, miała zamiar do niego nie dopuścić. Mimo młodego
wieku była uzależniona od alkoholu, papierosów i różnorodnych używek, tak samo
zresztą jak jej towarzysz. Ludzie mieszkający na tej samej dzielnicy
zastanawiali się, czy dziecko w ogóle dożyje dnia, w którym będzie mogło opuścić
już ten śmietnik, w którym żyje. Wbrew pozorom ciąża przebiegała bez
jakichkolwiek komplikacji, a wydawałoby się, że dziewczyna wykańczała osobę w
niej żyjącą.
Kobieta odpaliła papierosa kilka razy zaciągając się nim,
lecz kiedy była już w połowie, zgasiła go i wstała łapiąc się za plecy i
wyginając w łuk.
-Jeremy! –zaczęła ciężko dyszeć upita kobieta. –To chyba już
czas. Szybko dzwoń po taksówkę, jeżeli nie chcesz, abym urodziła tu i teraz na
twoich kolanach! –w pomieszczeniu rozległ się kolejny krzyk zdesperowanej, przyszłej
młodej matki, której oczy zapadały się, a ciało traciło jakąkolwiek równowagę.
Kretynka.
-Mówiłem ci, że z tym czymś będą same problemy, wspominałem
też o usunięciu, ale nie, bo blabla –jednym ruchem ręki chłopak złapał za
telefon zamawiając pojazd.
Kończąc rozmowę spojrzał się na cierpiącą z bólu dziewczynę
i uśmiechnął się kpiąco.
-To miał być nasz dzień, wszystko przebiegało dobrze.
Wypiłem tylko dwa piwa, a już musze kończyć, bo ty kurwa nie potrafisz wyjebać
tego gówna z siebie i zacząć żyć jak dawniej. Poza tym, zobacz jak ty
wyglądasz. Grube świńsko! Okropne masz te uda, już nie wspominając jak brzuch
ci odstaje. Byłaś taka piękna, a ten bachor cię tylko oszpecił –krzyczał bez
opamiętania. Chyba naprawdę się zdenerwował tym, że nie mógł więcej wypić.
Dziewczyna zaczęła szlochać. Mimo tego jak bardzo alkohol wpływał na jej
myślenie, bolały ją usłyszane słowa. Była nierozsądna doprowadzając do tego, co
niedługo miało się stać.
Wszystko przebiegało bez komplikacji, gdyż pijana para nawet
nie pomyślała o tym, aby spakować jakąkolwiek potrzebną rzecz, którą mogliby ze
sobą wziąć. Oboje chcieli to już zakończyć, tą całą szopkę i ograniczanie
alkoholu. Ich główną myślą było, aby zostawić noworodka w placówce i już więcej
tam nie wracać.
Dziewczyna chwiejnym krokiem wsiadła do auta, które
wcześniej zostało zamówione przez chłopaka i czym prędzej udali się na
porodówkę. Będąc na miejscu, od razu rozpętała się awantura. Lekarze widząc
pijane osoby, starali się je wyprosić, lecz bez skutku. Kobieta, mimo promili
musiała zostać zabrana na salę, by urodzić. Gdy było już po wszystkim, młoda
mama w 50% wytrzeźwiała widząc malucha, którego niosła pielęgniarka. Chcąc dać
dziecko prawnej opiekunce, ta skrzywiła się, mówiąc, że idzie do toalety. Nienawidziła
tego dziecka, nie uznawała go za swoje, bynajmniej w tym momencie. Nawet nie chciała
„tego czegoś” widzieć na oczy. Wiedziała jaka jest, wiedziała, że gdy poświęci
mu trochę uwagi-przywiąże się do niego. Uważała, że to nie jej syn, tylko obcy
człowiek, z którym nie ma się nic do czynienia. Ona tylko go urodziła, nie
należał do niej. Gdyby mogła, wyrzuciłaby go na śmietnik. Suka bez serca.
Dziewczyna jak wyszła, tak nie wróciła. Słuch o niej
zaginął, jedynie lekarze zamartwiali się, co zrobić z noworodkiem, który został
nazwany Justin. Jedynym słusznym wyjściem było oddanie go do domu dziecka. Tam
będzie bezpieczny.
~
Po drugiej stronie miasta mieszkała zamożna rodzina. Małżeństwo
z ósemką dzieci posiadało ogromny dom z tak samo dużym ogrodem. Czy to w ogóle
jest możliwe, aby wychować tak liczną gromadkę? Jeżeli odpowiedzią na to
pytanie jest „tak”, to musi być to bardzo trudne. Rodzice tylu maluchów podjęli
się wcale niełatwego zadania, sądząc chociażby po tym, co właśnie miało się
wydarzyć. Na pozór rodzina bogaczy ma wszystkiego pod dostatkiem, jednak nic
nie zastąpi szczerej miłości, szacunku i nadziei na wspólną, udaną przyszłość.
Pani Reynolds przechodziła piąty miesiąc ciąży. Z dzieckiem wszystko było
dobrze, ponieważ kobieta dbała o nie i regularnie odwiedzała specjalistę, aby
upewnić się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Związek Reynoldsów to trudny temat. Oboje kiedyś byli w
sobie na zabój zakochani. Dziś? Łączą ich tylko interesy, dzieci i to, na co
wspólnie ciężko zapracowali. Nie chcieli się rozwodzić. Wiedzieli, że byłoby to
wielką klęską dla ich firmy, która w szybkim tempie się rozwijała. Plotki
szybko się rozchodzą, a oni grali kochającą się parę. Czy ludzie w to wierzyli?
- Tak, poza nielicznymi osobami, które wchodziły w intymne stosunki, z którymś
z małżonków. Żyli pod jednym dachem cicho jeszcze się w sobie kochając. Pan
Reynolds miał kochankę, która pod nieobecność żony była częstym gościem na ich terenie.
Pani zaś miała cichego wielbiciela, z którym szybko się zapoznała i ich życie
wyglądało mniej więcej tak: seks, praca, seks, praca. Większość wieczorów
spędzała w jego towarzystwie, czasem mając z nim bliższe stosunki niż myślisz.
Każde z małżonków prowadziło podwójne życie. Dzieci ich jednak były naiwne
sądząc, że mają normalną rodzinę, jak na ten wiek przystało. Kiedy kobieta
zaszła w dziewiątą już ciążę, mężczyzna dał się ponieść emocjom. Miał dość
ciągłego przywiązania do tego miejsca, chciał rzucić to w cholerę i nawet gdyby
musiał zostawić jej cały swój majątek –zrobiłby to dla świętego spokoju. Ciągła
presja, pod którą żył, udawanie szczęśliwej rodzinki. Małżonek wiedział, że
dziecko nie jest jego. Oczywiście świadom był tego, że żona ma kogoś, przecież
sam miał. Nigdy jednak nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłaby spać z kimś
innym niż on. Chyba go to bolało, bo postanowił, że nie będzie przebywał z tym
dzieckiem pod jednym dachem. Od tego czasu wspólne życie Reynoldsów było
przekreślone, żyli w ciągłym stresie, presji, obawie tak naprawdę niewiadomo czemu.
Kobieta była zbyt słaba psychicznie, aby to wytrzymać. Tego było za wiele.
Dziewiątka dzieci do wykarmienia plus mąż, który chce się jej wyrzec. Nikt mu
się chyba nie dziwi, mało kto wytrzymałby takie życie. Pani Reynolds
postanowiła usunąć ciążę, było to jedyne wyjście, aby zatrzymać męża w domu,
obok. Prawdopodobnie zrozumiała, że znaczył dla niej więcej, niż mogłaby sobie
przez ten czas wyobrazić. Mężczyzna nie zgodził się na taki przebieg sytuacji.
Kazał jej urodzić, a kiedy nadszedł już ten czas, zrobiła tak, jak ją prosił
–urodziła. Bała się bardzo konsekwencji, tego, że ją opuści, dlatego nie
czekała i po kilku dniach odniosła dziecko do potocznie zwanego bidula nie
pozostawiając po sobie śladu.
Jest to początek nowej historii.
~.~.~
I oto pierwszy rozdział, ja osobiście nie mogłam się doczekać, kiedy go dodam. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. To dopiero początek i historia nie zdążyła się jeszcze dobrze zacząć.
Nie przedłużając -liczę na to, że każdy z Was zostawi po sobie ślad w komentarzu. Jest to dla mnie ogromna motywacja.
Proszę jeszcze o to, abyście wysyłali link do tego bloga, to dużo znaczy. Ściskam.
Proszę jeszcze o to, abyście wysyłali link do tego bloga, to dużo znaczy. Ściskam.
*Taka długość jest wystarczająco dobra?
EDIT. Chciałabym Was jeszcze zachęcić do odwiedzenia bloga mojej koleżanki, na którym również znajduje się fanfiction z Justinem. Gwarantuję, że sam prolog jest wciągający. Historia zupełnie różni się od tej, dlatego warto przeczytać coś innego.
battle-of-the-dance.blogspot.com
EDIT. Chciałabym Was jeszcze zachęcić do odwiedzenia bloga mojej koleżanki, na którym również znajduje się fanfiction z Justinem. Gwarantuję, że sam prolog jest wciągający. Historia zupełnie różni się od tej, dlatego warto przeczytać coś innego.
battle-of-the-dance.blogspot.com
Pierwszy rozdział jest bardzo interesujący . Są nieliczne błędy ale zważając na to że dopiero zaczynasz jest dobrze :). Taka długość rozdziału jest dobra / @monikapxo
OdpowiedzUsuńNaprawdę? Czytałam go kilka razy i nic nie zauważyłam. Ale dziękuję za informację, postaram się dokładniej sprawdzać treść:)
UsuńJak dla mnie troszeczke nudny .Ale to dopiero pierwszy rozdział .Czekam na następny .:P Świetna fabuła :)
OdpowiedzUsuńNic się nie dzieje, trochę zawiało nudą, ale co się dziwić przecież to pierwszy rozdział, akcja musi się rozkręcić. Dobrze że napisałaś taki pierwszy rozdział, poznałam ich historie, wiem jak to się zaczęło. Fajnie napisane. Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńfajnie sie zaczyna, nie moge sie doczekac nastepnych. dlugosc rozdzialu jest dobra moim zdaniem
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardziej wciągającego, ale to dopiero pierwszy rozdział więc rozumiem. Nie bardzo rozumiem to, że skoro rodzice tej dziewczyny tak się nienawidzili mieli aż tak dużo dzieci...no ale nieważne, może to gra pozorów. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Pozdrawiam i zyczę dużo weny :)
OdpowiedzUsuńTo nie jest tak, że oni się nienawidzili. Kochali się, ale z biegiem czasu tracili zainteresowanie sobą, znaleźli sobie nowych partnerów. Może faktycznie źle to napisałam,cóż.
UsuńHmm zapowiada się cholernie dobre opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńCiekawe. Na pewno jeszcze tu zajrzę.
OdpowiedzUsuńco do długości, to jest w sam raz.
Wiem ja to jest jak nie wie się czy wpis jest dobrej trudności, so...
Ale weny życzę, bo ciekawie się zapowiada.
Zapraszam do mnie, właśnie urządziłam sobie wielki powrót.
http://angels-make-us-special.blogspot.com/
Pozdrawiam cieplutko gwiazdeczko
~Morświn ☆
przepraszam za błąd....
Usuń*Dobrej długości :D
Pozdrawiam cieplutko gwiazdeczko
~Morświn ☆
wystarczył tylko 1 rozdział abym mogła nazwać to moim ulubionym ff <3
OdpowiedzUsuńdla mnie dobra długość, ale nie obraziłabym się jeśli byś więcej pisała w jednym rozdziale :D
czekam na kolejny rozdział
Jest genialny! Pomysł na twoje opowiadanie bardzo mi się podoba, już po prologu byłam ciekawa, ale teraz to już nawet chyba nie muszę mówić. Bardzo mi się podoba, naprawdę! Czekam na nn! x
OdpowiedzUsuńJejciu, wciągnęło mnie, mimo że to pierwszy rozdział jest inny niż we wszystkich ff, orginalne,
OdpowiedzUsuńGratuluje pomysłowości
Życzę weny
@so_movexx
:)
Ten rozdział jest niesamowity. Nie było momentu, kiedy chciałam przerwać czytanie, tylko co jakiś czas sprawdzałam ile mi jeszcze zostało, gdyż nie chciałam tego kończyć. Długość rozdziału- perfekcyjna.
OdpowiedzUsuń>>><<<
Zapraszam również do siebie: http://middle-of-nowhere-ff.blogspot.com/
cudowny jest, naprawde
OdpowiedzUsuń